Pou

Chcę tutaj pokazywać najlepsze, najbardziej wartościowe aplikacje. Dzisiaj jednak (trochę przewrotnie) zaprezentuję ZUO, czyli przykładową aplikację z kategorii „nie rób tego swojemu dziecku”.

Aplikacja nazywa się Pou i przypomina znane mojemu pokoleniu Tamagotchi (czy ktoś to jeszcze pamięta?) – były to elektroniczne breloczki z zainstalowanym w środku cyfrowymi zwierzaczkami – należało je nosić ze sobą cały czas i karmić, głaskać, pielęgnować na żądanie (dzięki Tamagotchi rodzice mieli z dyńki męczący problem pt. „mamo, a kupisz mi pieska?”)
W sumie idea jest godna pochwały: dziecko uczy się, że zwierzę ma potrzeby, które trzeba zaspokoić, że musimy mu poświęcić czas i uwagę. W przypadku japońskiej zabaweczki całość była raczej nieszkodliwa (przede wszystkim dlatego, że sama zabawka do megaatrakcyjnych nie należała, a także dlatego, że dzieci spędzały wtedy jeszcze czas głównie na dworze).

Pou sprytnie nawiązuje do starego pomysłu. Jest jednak w mojej opinii bardzo niebezpieczne – mówię to ja, miłośniczka nowych technologii i aplikacji różnorakich.

Dlaczego Pou jest złe? I jakich elementów aplikacji dziecięcych powinniśmy się wystrzegać jak ognia? Poniższa lista może być naszym testem, który zastosujemy do każdej gry/appki, jaką bawi się nasze dziecko.

1. Hiper angażowanie

Postać Pou przykuwa wzrok dziecka – dominuje nad ekranem, ma wyraziste oczy. Cała aplikacja ma mocne kontury, jej elementy są doskonale dostrzegane przez malucha. Kiedy Pou ma niezaspokojone potrzeby (głód, sen, zabawa, zdrowie) staje się chory, brudny, smutny. Jest tak sugestywny, że odczuwamy wyrzuty sumienia i natychmiast chcemy działać. Leczyć, karmić, zabawiać. Pou jest aktywny cały czas, musimy więc opiekować się nim nieustannie. Dostajemy powiadomienia i musimy reagować. W nagrodę otrzymujemy zadowolenie stworka i wirtualne monety. Moje osobiste dziecko stwierdziło, że nie musimy zarabiać, ponieważ ona zarobiła w aplikacji dużo pieniędzy (!). Aplikacja nie dąży do jakiegoś celu, ma poziomy, które wędrują w nieskończoność. Dziecko odczuwa nieustanną chęć pomagania biedakowi, mam wrażenie, że dosłownie żeruje na dobrych serduszkach dzieci. Gry w aplikacji są z kategorii najprostszych gierek bez sensu. Można się nimi bawić godzinami, są bardzo przyjemne, proste, szybko się kończą, zachęcają do bicia rekordów.

2. Płatne dodatki

Gra jest darmowa – a pradawna sentencja mówi, że nie ma nic za darmo. I w tym przypadku  głosi ona prawdę – płacimy za dodatki, jedzenie, ubrania, elementy graficzne. Albo wirtualnymi zarobionymi pieniędzmi, albo też zakupionymi za realną kasę. Samo kupowanie jest wg mnie zbyt łatwo dostępne (pamiętacie case Smerfów i kupowania za tysiące dolarów magicznych jagód?) Dziecko, które podpatrzy hasło rodziców może wydać w kilka sekund naprawdę konkretny hajs. Aplikacja kieruje nawet do sklepu z gadżetami, gdzie możemy się zaopatrzyć np. w stylowy krawat z Pou. Oczywiście appka zachęca także do aktywności w mediach społecznościowych – za to również dostajemy wirtualne wynagrodzenie.

O ile pieniądze są tylko pieniędzmi, o tyle zmarnowany czas jest wg mnie wartością nie do odżałowania. Dziecko płaci swoją uwagą, w zamian nie otrzymując nic.

3. Brak wartości dodanej

Naciągając sytuację jak strunę w gitarze możemy powiedzieć, że Pou uczy empatii i odpowiedzialności za drugą istotę. Wg mnie jest odwrotnie – Pou żeruje na empatii dzieci i wrodzonej chęci opiekowania się słabszą istotą. Całość jawi się jako totalnie odmóżdżone, uzależniające działanie. Maluch nieustannie odpala aplikację, żeby wykonać jakieś działanie bez sensu. Model biznesowy jest genialny, zresztą wystarczy zobaczyć, jak wysoko aplikacja jest w zestawieniach sprzedaży. Rodzicie nie widzą w sympatycznym stworze nic złego, wg mnie jest bardziej niebezpieczny niż  gry RPG (bo przede wszystkim te kierowane są do starszych graczy!).

4. Eliminacja udziału osoby dorosłej

Jednym z moich niepisanych sprawdzianów na wartość aplikacji jest przetestowanie, czy daną aplikacją można bawić się razem z dzieckiem. Czy stanowi ona inspirację do rozmowy, czy jest wyjściem do realnej zabawy, czy razem możemy się czegoś nauczyć. Pou całkowicie eliminuje konieczność towarzystwa osoby dorosłej. Ba, mam wrażenie, że rodzic tylko przeszkadza maluchowi. Czynności w aplikacji są bardzo proste, gry również. Dziecko zna zachowania stwora, potrafi je rozpoznać, wie, jak je zaspokoić. Rodzic tego nie wie i wiedzieć nie będzie. Zero wspólnego czasu.

5. Brzydota

I wreszcie last but not least – estetycznie Pou jest po prostu brzydkie, obliczone na to, by jak najmocniej przyciągnąć uwagę dziecka. Kolorowe w brzydki sposób, z grubymi czarnymi konturami (dla lepszego wtłoczenia się w mózgi dzieci).

Jeśli Pou nie nadaje się dla dzieci, to dla kogo? Rozwiązanie zagadki znajduje się w ikonie aplikacji. Pou wygląda jak kupa, nie sądzicie? Nadaje się perfekcyjnie dla tych dorosłych, którzy lubią długie posiedzenia w toalecie z tabletem/smarfonem w ręku. Miejsce kupy jest wiadome, dzieci nie powinny się nią bawić.

 

Podziel się wpisem:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>